I Edycja – Dobry Początek

I Edycja – Dobry Początek

Po górach chodzę od kilkunastu lat. Obok żeglarstwa i rozwoju osobistego, to jedna z moich ukochanych pasji. Szczególnie upodobałem sobie polskie Tatry, które przeszedłem już wiele razy, wzdłuż i wszerz.

Najlepsze rzeczy rodzą się z pasji

Po wielkim sukcesie wyjazdów żeglarsko-rozwojowych Lider Na Fali, które organizuję od lat z Bartkiem, postanowiłem zorganizować podobną wyprawę w góry. Uznałem, że połączenie szkoleń i rozwoju osobistego z górskimi wędrówkami najpiękniejszymi szlakami Tatr, to doskonały pomysł na połączenie przyjemnego z pożytecznym. Szczególnie dla osób, które lubią chodzić po górach, a przy okazji chciałyby się czegoś nowego nauczyć, albo dla takich, które nigdy po górach nie chodziły, a chciałyby spróbować w gronie osób o podobnych zainteresowaniach.

I tak oto we wrześniu 2018 roku, wraz z kameralną grupą trzech śmiałków, rozpoczęliśmy naszą górską przygodę, połączoną z wyjątkowym szkoleniem Life & Career Management.

Na dobry początek

Wyjazd rozpoczęliśmy zbiórką w ośrodku wypoczynkowym Kabel, niedaleko wyjścia na szlak w Kuźnicach. Jest to jedno z najbardziej uroczych i mało znanych miejsc w Zakopanem. Prawdziwa oaza w środku miasta, 30 minut pieszo od Krupówek.

Ośrodek Kabel Zakopane

Pobyt w pięknych, górskich domkach nad szumiącym strumykiem pierwszego dnia, wprowadził wszystkich w doskonały nastrój. Pierwsi uczestnicy przybyli na miejsce już poprzedniego dnia lub w dniu przyjazdu wcześnie rano, więc do momentu oficjalnego rozpoczęcia wyprawy było sporo czasu, by zwiedzić Krupówki lub wybrać się na Gubałówkę.

Po południu rozpoczęliśmy oficjalnie nasz wyjazd krótkim wprowadzeniem do szkolenia i omówieniem spraw organizacyjnych.

Wieczorem udaliśmy się do klimatycznej Karczmy Bacówki, by integrować się w gronie uczestników wyprawy. Jest to jeden ze stałych punktów naszych tatrzańskich wyjazdów. Wyjątkowy klimat górskiej karczmy, wyśmienite jedzenie oraz fenomenalna obsługa, która potrafi od samego wejścia wprowadzić gości w doskonały nastrój, to cechy charakterystyczne tego miejsca.

Integracja w Karczmie Bacówce

A do tego kelnerka, która pamięta (po imieniu) gości, którzy byli w karczmie rok wcześniej!

Integracja w Karczmie Bacówce

Tak się złożyło, że tego dnia Agata, jedna z uczestniczek obchodziła urodziny, więc nie obyło się bez „100 lat, 100 lat” w wykonaniu górskiej kapeli, specjalnie dla solenizantki. :)

Atmosfera tak się nam udzieliła, że postanowiliśmy zostać do samego końca.

Pierwsze wyjście w góry

Po doskonałym rozpoczęciu i integracji uczestników, przyszedł czas na pierwsze wyjście w góry. Humory dopisywały od samego rana.

Ruszyliśmy w kierunku pierwszego punktu naszej wędrówki, czyli do Schroniska Murowaniec na Hali Gąsienicowej. To dość długi, ale niezbyt wymagający szlak, więc idealny na początek wyprawy.

Pogoda dopisywała, a piękne widoki na doliny, wynagradzały wszystkim wysiłek wkładany w podejście.

W końcu dotarliśmy do Murowańca. To uczucie, kiedy po kilku godzinach marszu w górę, możesz usiąść na ławeczce przed schroniskiem, napić się zimnego piwka i chłonąć promienie popołudniowego słońca… Tego nie da się ani opisać, ani zapomnieć.

Po pysznym obiedzie i zimnym piwku na zewnątrz, zameldowaliśmy się w pokoju, przeprowadziliśmy krótki moduł szkoleniowy i oddaliśmy wypoczynkowi, by zebrać siły na kolejny dzień wędrówki.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy pożywnym śniadaniem i kawą na zewnątrz schroniska by chłonąć energię tego uroczego miejsca. Nastroje dopisywały od samego rana.

Ostatnie, pamiątkowe zdjęcie i czas ruszać w dalszą wędrówkę. Tym razem przez Kasprowy Wierch do Schroniska na Hali Kondratowej.

Lekcja Pokory

Trzeci dzień (drugi wędrówki) zapowiadał się nie mniej ciekawie niż wcześniejszy. W połowie podejścia pod Przełęcz Liliowe minęliśmy młodą parę, która schodziła z Kasprowego Wierchu. Wizyta i obrządek na szczycie to jeden z bardziej popularnych punktów programu i atrakcja ślubów dla lokalnej społeczności.

Gdy zmęczeni wędrówką uczestnicy potrzebowali nieco ulgi we wspinaczce, trener dzielnie dźwigał ich plecaki i wspierał dobrym słowem. Znaczy się językiem. :)

W końcu dotarliśmy do strategicznego punktu trzeciego dnia, czyli Kasprowego Wierchu, na którym zrobiliśmy dłuższą przerwę, wypiliśmy piwko, zjedliśmy ciacho, by nabrać sił do dalszej wędrówki.

Pomimo kilku kilometrów i kilku godzinach marszu, które mieliśmy już za sobą, humory dopisywały.

Przejście szczytami ciągnęło się dość długo, więc co jakiś czas musieliśmy dbać o to, aby żaden kamyczek nie uwierał w stopy…

I uzupełniać niedobory płynów. :)

Piękno widoków którymi chcieliśmy się zachwycać, częste przerwy i odpoczynki tak nas rozleniwiły, że zupełnie straciliśmy poczucie czasu. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że mamy jeszcze dość spory kawałek drogi do przebycia, a słońce powoli zmierza ku zachodowi.

Postanowiliśmy więc narzucić tempo, by zdążyć do kolejnego schroniska jeszcze przed zmrokiem.

Jak się okazało, droga była dłuższa, niż sądziliśmy i do schroniska dochodziliśmy z latarkami „czołówkami” na głowach.

Jakby tego było mało, w schronisku czekała na nas „niespodzianka” w postaci braku miejsc do spania, pomimo, że mieliśmy złożoną rezerwację kilka miesięcy wcześniej. Okazało się, że pół godziny przed naszym przybyciem skończył się czas, w którym powinnismy dotrzeć do schroniska i nasze miejsca zgodnie z jego regulaminem zostały zwolnione i sprzedane innym gościom. Trener musiał wykazać się nie lada zdolnościami negocjacyjnymi, aby znaleźć rozwiązanie w tej trudnej sytuacji, i aby uczestnicy mogli odpocząć na wygodnych łóżkach, zamiast na podłodze. :)

Wieczór upłynął pod znakiem długich rozmów przy piwku i poznawaniem innych turystów.

Pokonywanie własnych granic

Ranek tradycyjnie powitał nas pięknymi widokami na góry i promykami słońca, które ponownie wprowadziły nas w dobry nastrój.

Uczuć towarzyszących smakowi kawy i spokojnej kontemplacji na ławeczce przed schroniskiem, nie sposób opisać. Dla takich chwil warto przebyć wiele kilometrów i włożyć wysiłek we wspinaczkę. Wspomnienia pozostają praktycznie na zawsze a energia, jakiej dodają takie chwile, na długie miesiące.

Niestety jedna z uczestniczek, ze względów zdrowotnych musiała zrezygnować z dalszej wędrówki.

W końcu przyszedł czas, by ruszyć w dalszą drogę. Tym razem z Hali Kondratowej, przez Czerwone Wierchy do Schroniska na Hali Ornak. Nic nie zapowiadało tego, że będzie to najtrudniejszy i najbardziej wymagający dzień dla uczestników.

Tradycją się stało, że po każdym podejściu na kolejny szczyt, który pokonywaliśmy na naszej drodze, robiliśmy przerwę na „małe co nieco”, odpoczynek i zachwycanie się widokami.

I na zdjęcie z „dziubkiem”. :D Jedno przynajmniej musiało być. :)

To było najdłuższe i najbardziej wymagające przejście tej wyprawy. Prawdziwy test wytrzymałości dla uczestników.

W końcu, resztkami sił i na rezerwach energii dotarliśmy do schroniska. Mogliśmy ponownie oddać się naszym „rutynowym przyjemnościom”, czyli długim rozmowom o życiu do późnych godzin nocnych.

Ranek tradycyjnie przywitał nas pięknymi widokami i wyjątkowymi momentami, w których mogliśmy się zatrzymać, cieszyć się chwilą i zapomnieć na te kilka dni o zgiełku dnia codziennego oraz nizinnym „pędzie życia”.

Piękna pogoda pogoda sprzyjała spacerom, a jeśli mowa o Schronisku na Haki Ornak, to punktem obowiązkowym jest spacer nad Smerczyński Staw, oddalony niespełna 30 minut marszu.

Planowanie Życia i Kariery

Tego dnia postanowiliśmy zostać w schronisku i kontynuować szkolenie. Tym bardziej, że proces trwał. Góry mają coś takiego w sobie, co powoduje, że człowiek może spojrzeć na swoje życie z nieco innej perspektywy.

„Góry sprzyjają pokorze, czyli prawdzie o sobie samym. Uczą jej miedzy innymi przez to, że człowiek zmęczony wspinaniem nie ma ani sił, ani chęci, by udawać, by ukrywać swoja prawdziwą twarz.” ks. Roman Rogowski

To był bardzo intensywny i inspirujący dzień. Uczestnicy na nowo próbowali zdefiniować siebie, określając swoje wartości, życiową misję i wizję, by na określeniu celów na kolejne lata skończyć. Miejsce prowadzania zajęć sprzyjało inspiracji i refleksji oraz spojrzeniu z dystansu na swoje życie. Przy tym dobrze się bawiąc.

Początek nowej drogi

Kolejny, jak się później okazało ostatni dzień, spędziliśmy na kończeniu procesów szkoleniowych. Po śniadaniu wróciliśmy na naszą schroniskową świetlicę, by kontynuować szkolenie i dokończyć to, czego nie udało nam się zrobić wcześniej.

Jedną z rzeczy, do których przywiązujemy podczas wypraw najwięcej uwagi jest bezpieczeństwo. Dlatego kilka razy dziennie sprawdzamy warunki pogodowe w kilku źródłach, by ustalić, czy dalsza wędrówka jest możliwa i czy w związku z prognozami, nie ma zbyt wielkiego ryzyka narażenia zdrowia lub życia.

Jak to w górach bywa, pogoda może zaskoczyć nawet z godziny na godzinę. Okazało się, że to był ostatni tak ciepły dzień tej wyprawy. Kolejnej nocy temperatura miała spać poniżej zera i miał pojawić się pierwszy śnieg. To nic dziwnego w tym miejscu o tej porze roku.

Zgodnie ustaliliśmy, że to jest właściwy moment, by skończyć naszą wędrówkę po górach i po południu zejść z powrotem do Zakopanego. W ten sposób postanowiliśmy zakończyć naszą wyprawę dzień wcześniej, niż początkowo zakładaliśmy.

Jeszcze tylko ostatnie pamiątkowe zdjęcie ze schroniskiem w tle…

I można udać się w doliny.

Każdy koniec jest początkiem

Pierwszą wyprawę „Droga Na Szczyt” można uznać za udaną. Odpoczęliśmy od pracy, zwiedziliśmy wiele pięknych miejsc, pokonaliśmy kilka swoich barier i słabości a przy okazji nawiązały się nowe przyjaźnie.

Najlepszym podsumowaniem wyjazdu i wartości samego szkolenia niech będą słowa podsumowania uczestników wyprawy:

„Podsumowując… Bardzo intensywny 7-dniowy maraton, walka z samym sobą w podejściach dość ostrych czasem na szczyt (jak w życiu). Podejścia wzbogacone o walory werbalne typu kur*** , ja p***, kto mnie na to namówił. :D Ale za to jaka duma i satysfakcja z widoku w dół, stojąc na kolejnym szczycie :-)
Kopa Kondracka 2005m, Ciemniak 2096m, Małołączniak 2096m, itd. W przerwach między wędrówkami górskimi przecudowne szkolenie… Bardzo głębokie refleksje, płynna generacja wskazówek na przyszłość i konkretna weryfikacja pewnych istotnych punktów z przeszłości. Do tej pory muszę przyznać, nie byłam zwolenniczką takich szkoleń. Wszystkie wrzucałam do worka pt. pranie mózgu, gotowanie kiślu w głowie na średnim ogniu, ale to szkolenie okazało się wyjątkiem, przez duże W. Jadę za rok!!! :-)” Agata

„Potwierdzam wszystkie słowa, które powiedziała Agata. Dla mnie to szkolenie było również mega przeżyciem. Otworzyłem sobie szufladki, które były do tej pory zamknięte, uświadomiłem sobie co utrudnia mi życie na pełnych obrotach… Szkolenie zmieniło również poglądy na moje życie prywatne…

Dziękuję Mariusz… dziękuję Agata…” Darek

Dziękuję za Waszą obecność i towarzystwo, i do zobaczenia za rok. :)

Mariusz (trener, organizator, przewodnik).

 

Interesuje Cię kolejny wyjazd? Najbliższy już 14-20 czerwca 2020r. Kliknij w poniższy obrazek i poznaj szczegóły!

Droga Na Szczyt - Czerwiec 2020

    Zapytaj o szczegóły!

    Korzystając z formularza zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie twoich danych przez tę witrynę.